ConTROLL

Permanentna inwigilacja!!!

Archiwum kategorii ‘wolsung’

Sprawa pewnej wystawy…

Posted by Nurgling w dniu 22/02/2010

“W muzeum Narodowym w Lyoneese w skrzydle poświęconemu starożytnemu Sunirowi popełniono zuchwała zbrodnię! Podczas oficjalnego rautu zbrodniarz nie miał czasu schować łupu i prawdopodobnie podrzucił go któremuś z gości.

Kto uratuje reputacje kustosza? Kto uchroni się przed skandalem, gdy będzie trzeba przeszukać odzież śmietanki towarzyskiej (i paru zajadłych reporterów)? Kto pokrzyżuje plany złoczyńcy i pozna powód rabunku? Szeregi śmiałków niech nie przerzedzi fakt, że skradziono najzwyklejszy przedmiot, jakiego można by się spodziewać. I bynajmniej nie jest to eksponat, a zawartość tabakiery…”

Telefon – zatyrany niczym muł pociągowy staram się ogarniać moje dzieciaki na tyle by nie rozniosły ośrodka kolonijnego. Odbieram – Skobel słodkim głosem pyta: “Stary, nie poprowadził byś może sesyjki na Łódzkim Porcie Gier V?”

No i ja wariat zgodziłem się – skobel wymyślił o czym będzie przygoda – ja ją poprowadziłem. Z kolonii wróciłem w niedzielę o 03.00 – sesja zaczęła się o 18.00.

Razem ze Smokiem (prowadził Paranoję) jako żywe tablice ogłoszeń ruszyliśmy na poszukiwanie graczy. Bez problemu znalazła się piątka śmiałków – na sesję dotarł również Bartek – mój podopieczny z obozu (jak widać potworki nie miały nie dosyć). Tworzenie postaci, szybkie wyjaśnienie zasad, wprowadzenie do świata i…

Pary wirują na parkiecie nad którym unosi się majestatyczny szkielet Tyranozaura! Wyborny szampan i przednia muzyka! Śmietanka towarzyska Alfheimu spotkała się na otwarciu nowej wystawy Muzeum Królewskiego. Specjalnie na potrzeby tego wydarzenia odnowiono jedno ze starych skrzydeł – datki sponsorów spływały wyjątkowo hojnie.

Bohaterowi uciekają przed gronem wielbicieli i wścibskich dziennikarzy na jeden z tarasów gdzie pod osoloną ciężkich kotar mogą się wymienić plotkami, omówić najnowsze wydarzenia panujące w stolicy (wielkie protesty proletariatu oraz  zamieszki nimi spowodowane) oraz co najważniejsze – dowiedzieć się z pierwszej ręki o planach wydawniczych Ivana Draco (postać Bartka).

Rozmowy przerywa gong – to kustosz ogłasza oficjalne otwarcie wystawy – wstęgę przecina premier wraz z ambasadorem któregoś z sunirskich krajów (który widać, że nie jest zachwycony rabunkową polityką wobec skarbów narodowych jego państwa). Wielkie hebanowe, okute srebrem wrota uchylają się i … Ciemność wybucha ferią barw!!! Oczom zwiedzających ukazują się cudowne kimona, przepiękne miecze, origami, bukiety kwiatowe, prawdziwa dzonka, obrazy dawnych mistrzów, makiety miasta cesarskiego, złotopurpurowe sztandary zwisające z sufitów oraz Klejnot Cesarzowej – największa atrakcja wystawy! Ten olbrzymi diament jest prawdziwie bezcenny – plotki o ciążącej nad nim klątwie dodają mu aurę tajemniczości, która jeszcze bardziej porusza ludzkie (i nie tylko) serca. Westchnienia pełne zachwytów i pochlebne komentarze sprawiają, że kustosz staje się czrwonyny jak piwonia! Nagle…

Wielki parowy gole… yyyyyyy Gaśnie światło :P

Okrzyki przestrachu, mdlejące damy, gniewne domaganie się światła! Maniczne lampy stylizowane na sunirskie lampiony ożywają ponownie.

Chyba nie muszę mówić, że klejnot zniknął prawda?

Bohaterowie wkraczają do akcji – szybie śledztwo ujawnia że na miejscu pojawił się maleńki kryształek a złoty klucz ,który pozwolił by opuścić niepostrzeżenie pomieszczenie  jest w posiadaniu wyłącznie kustosza (nieprzytomnego od nadmiaru wrażeń), wiecznie pijanego portiera, oraz chorującego na anginę współpracownika kustosza.

Bohaterowie postanawiają przeszukać muzeum (a raczej jego część graniczącą z trenem wystawy) i wyjątkowo szybko odkrywają trop. Wraz z towarzyszącym im kustoszem znajdują porzucony przez bandytę łańcuszek do którego przymocowany był diament!

Niespodziewający się niczego bohaterowie kierują się prosto w pułapkę zastawioną przez zuchwałego geniusza zbrodni!!!

Poprzez niezwykle starą klapę w podłodze wchodzą do kazamatów znajdujących się pod muzeum. Zawierają więcej tajemnic niż wszystkie obecnie czynne wykopaliska  północnej Lemurii! Zaginione artefakty, nieskatalogowane zabytki, przesiąknięte magią zwoje olbrzymiej mocy, które nigdy nie doczekały się przeczytania.

Bohaterowie trafiają do niezwykle wysokiego pomieszczenia zastawionego zbutwiałymi skrzyniami oraz nikomu juz nie potrzebnymi eksponatami kilka zardzewiałych zbroi pokrytych grubą warstwą kurzu. Jednoręka mumia, w której rodzina myszy uwiła przytulne gniazdko oraz jeden z pierwszych wyprodukowanych golemów parowych – pokraczna machina przypominająca  stalowego goryla z kominami sterczącymi z silnych barków. Gnom – rytualista (który jako pierwszy przeleciał nad oceanem na latającym dywanie) przygląda się z zaciekawieniem staromodnej machinie gdy… wyczuwa bijący od niej żar! Ktoś rozpalił w palenisku stwora i teraz opentany golem rzuca się na śmiałków! Dołączają do niego zbroje oraz mumia! Trollowa, płomiennowłosa dama “sieka” z rewolwerów do ożywionych zbroi które rozpadają się pod zmasowanym ogniem (dużo przerzutów i cecha gadżetu “seria” ), elfia arystokratka szatkuje swoim wachlarzem z ostrzami mumię zmieniając ją w konfetti, ork pisarz besariuszy rzuca w golema starym wagonikiem z kopalni (10′tka na sile – chłopak wykręcił 43 na kościach :P) to tylko jedne z niewielu popisowych i naprawę ekstraordynaryjnych wydarzeń tej walki.

Wrogowie pokonani – rozstrzygamy stawę (gracze ochronią kustosza oraz uzyskają kolejny trop/zostaną pokonani a ich olśniewające kreacje zostaną zniszczone  co wywoła skandal w towarzystwie). Trop jest jeden – golemy nie atakowały kustosza :P

Po krótkiej dyskusji wspomaganej przez rewolwery pisarza skruszony bandyta przyznaje się do kradzieży! To miał być jego diament, tylko jego! Jego SSSKKKKAAAARRRRRBBB! Czerwone światło przebija się przez surdut i graczom ukazuje się klejnot wrośnięty w żywe ciało kustosz!

Zmienionym głosem oznajmia on – a teraz wszyscy ZGINIECIE!!! Opisuję jak wyciąga ręce w kierunku bohaterów oraz wyładowania manicznie po nich biegające i… Koledze szanownemu Kubusiowi wyrywa się “… i golemy wstają”. Jako wyjątkowo wredny mistrz gry nie moglem odmówić sobie wykorzystana tej podpowiedzi prawda?

Szczątki zbroi, mumii oraz golema zmieniają się w wielkiego behemota napędzanego plugawą magią kryształu. Nawet nie kładę przed nim ilości znaczników. Gracze zaczynają atakować ze wszystkich sił opętanego magią kryształu kustosza! Kilka wyjątkowych rzutów, praktycznie wszyscy wymieniają karty by działać przed potworem, wystawiane joker, dorzucane kości wspomaganie ataków i…

Wielki kuty żyrandol spada zestrzelony celnym pociskiem. Kryształ pęka i uwalnia niezwykłą ilość magicznej energii która rozrzuca bohaterów niczym szmaciane laleczki.

Uszom daje się słyszeć głoś: “NARESZCIE WOLNY BUHAHAHAHAHAHAHAHAHA”

A co dalej? Wywiady, wybór nowego kustosza i kto wie? Może Demon z  Klejnotu Cesarzowej powóci?

Muszę przyznać że jetem naprawdę zadowolony z tej przygody. Mimo mojego nie najlepszego stanu psychofizycznego sesja “pykła” i ja się super bawiłem – mam nadzieje że moi gracze również :P

Opublikowany w wolsung | Komentarzy: 4 »

Prezentacja Wolsunga w Kapitule + naprawdę fajna sesja :P

Posted by Nurgling w dniu 14/12/2009

Poniżej zamieszczam mikrorelację Artusa z mikroprezentacji i sesji Wolsunga, którą poprowadziłem w sobotę. Całość relacji ze spotkania można przeczytać TUTAJ.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem moich graczy – było naprawdę super (nie ma jak blefować bandytów zegarem z kukułką). Rodziły się naprawdę fajne perełki np: “Dzielnica czerwonych latarni i zielonych wróżek”.

Prezentacja Wolsunga trwała godzinę, przetykana gdzieniegdzie podirytowanym “mógłbyś nie przeszkadzać” przerzucanym między słuchaczami z prawej na lewą i lewej na prawą. Wspomniano coś o Erkach, Nograch i innych dziwnych krzyżówkach rasowych, które winny zasłużyć na własne nazwy, nie to jednak świadczyło o Wielkim Sukcesie odniesionym przez naszego prelegenta – kiedy tylko zamknął usta i otarł pot z czoła został napadnięty przez bandę rozgorączkowanych graczy domagających się sesji i w obliczu przeważającego liczebnie (i masowo) wroga uległ, prowadząc przygodę dla osób sześciu.

Wiem dobrze, drodzy czytelnicy, że sprawą wielce interesującą są losy tej szóstki nieszczęśników, śpieszę więc by skrócić ich perypetie: Zaczęło się od próby obniżenia minimalnego wieku pracy dzieci do lat trzech, oraz wyrzucania zbędnych dokumentów przez burtę sterowca. Dalsze wydarzenia przybrały dość nietypowy obrót – złodziei przepędzono z pomocą budzika, kapitan okazał się być Szarym Charakterem, a parowy wózek krasnoludzki okazał się idealny do przygważdżania ludzi do ściany. Urokliwa tancerka była niewinna [sic!], a jej tajna sobowtórka zadźgała Złego Orka Znienacka! Pościg za złodziejką skończył się na moście – bohaterowie postanowili, że lepiej będzie zabić konstrukcję z drewna i kamieni, niźli piękną niziołczycę i jej mężczyznę, co też uczynili strzelając do trzymanej przez drużynowego krasnala bomby. Skończyli w lekkiej rozsypce, zmniejszeni osobowo o niemal jedną osobę (krasnoluda) – prasa z całą pewnością będzie miała o czym opowiadać.

Nie obyło się także bez pięknych Nurglizmów, które Wasz usłużny skryba zanotował w swej pamięci jak i na kartce papieru:

“Wypuszcza z ust tłum dymu”

“Zrzuca maskę i widzicie, że jej twarz wygląda zupełnie jak jej twarz”

i posesyjnie:

“Powinien mięć bicykl, znaczy monocykl… eee… monokl”

Pijcie Absynt. Grajcie w Wolsunga.  :P

Opublikowany w kapituła, wolsung | Zostaw Komentarz »

Czy dobrze się gra w nowym klubie?

Posted by Nurgling w dniu 13/12/2009

Umówiliśmy się w Kapitule o 17. Korki skutecznie powstrzymały część graczy przed punktualnym  dotarciem na sesję co… wyszło sesji na dobre. Przyznam się – przygotowywanie szło mi wyjątkowo opornie. Te kilkanaście minut, które zdobyłem dzięki spóźnialskim bardzo ładnie ukazało jedną z największych zalet Wolsunga – podręcznik wypełniony scenariuszami. Szybki rzut oka i już wiem, że dziś będzie grzecznie i dostojne – obędzie się bez strzelanin i pościgów. Nawet pary będzie mało. Czy się uda? Siadamy do stołu – a ja nadal mam obawy czy poprzez swoje lenistwo nie zepsuję zabawy pięciu osobom.

Na szczęście Szmalec nie przychodzi :P.  Jedynie cztery pary ślepków  wertują swoje karty postaci.

Nagle parowy gole…. Zapomniałem kart!!!  Fuck… szybki telefon “do przyjaciela” i po pewnym czasie talia w obłokach dymu materializuje się koło żetonów (mam nadzieję, z raz na zawsze wbije mi się do głowy by pamiętać o kartach).

1. Miejsce

Klub KAPITUŁA - druga sesja rozegrana w klubie… starwarsowcy mnie wyprzedzili…

2. Zaopatrzenie (rzecz niezwykle istotna)

Czekoladki, chipsy, napoje, paluszki – było great – nawet coś zostało :). Będą punkty doświadczenia.

3. Postacie

Drużyna została pozbawiona pomocy słynnego gnomiego detektywa – Dżejkob Wendrowsky opuścił towarzystwo by badać sprawę słynnego Dusiciela z Lyonesse

4. Czas

Cztery godziny – a co najgorsze  – do idealnego zakończenia zabrakło nam piętnastu minut.

5. Mechanika

Pełna bez manewrów – po ponownym przeczytaniu zasad okazało się, że popełniliśmy kilka błędów :P.

Światła! Kamera! Akcja!

Scena 1

Otulony zimową szatą park jest miejscem pojedynku dzielnego Giuseppe Verony oraz pewnego dżentelmena, który został obrażony na ostatniej sesji. Wyznaczeni zostają sekundanci, obydwie strony odmawiają polubownego rozwiązania sporu – padają strzały. No i wyobraźcie sobie – niziołek pojedynkuje się z trollem – stoją do siebie plecami, robią dziesięć kroków i bam. Troll pada. Z dziurą w kolanie… Różnica wzrostu bywa strasznie niesprawiedliwa…

Scena 2

Benson Morant dostaje list zawierający zaproszenie dla słynnych już w Lionesse bohaterów. Jego dawny “przyjaciel” z kawalerii zaprasza do swojej rezydencji. Postacie oczywiści się zgadzają, a za środek transportu wybierają … bicykle-tandemy. W środku zimy.

Okutana w szale i grube płaszcze grupa bohaterów wyrusza w swą niecodzienną wyprawę zamarzniętą taflą rzeki budząc powszechną furorę gapiów – zwłaszcza niziołek i ogr jadący razem na specjalnie zmodyfikowanym dla ich wzrostu tandemie.

Scena 3

Noc – zmęczeni bohaterowie docierają w pobliże rezydencji gdy nagle… Wielki, paro…

Khem – następuje kraksa. Nieuważny oficer rozbija bicykl uderzając o człowieka wyłaniającego się zza krzaków. Po chwili okazuje się że ów osobnik: a: jest lordem, który wysłał zaproszenie b: wyzionął ducha c: zrobił to już pewien okres czasu temu – cało zdążyło zamarznąć na kość. Postacie oglądają miejsce zdarzenia, dyskutują a następnie oddalają się z miejsca zdarzenia bo jak to rzekł Benson  “… nie ma już potrzeby zabawiania Lorda rozmową…” (sic!). Podjęci przez Lokaja zupa (któż by pamiętał jego imię), bohaterowi wyjawiają fakt znalezienia nieboszczyka, przywożą ciało i udają się na spoczynek.

Scena 4.

Rano poznajemy gości oraz domowników rezydencji: ogra ogrodnika (dużego), elfkę pokojówkę (uwodzicielską), kuzynkę lorda (opisaną jako przypominającą konia – brzydkiego) oraz sąsiada (nie charakteryzującego się niczym szczególnym). W domu pojawiają się konstabl oraz prawnik rodziny – następuj okazanie zwłok. Których nie ma. Rozpoczynamy śledztwo!!!

Sceny kolejne (było ich sporo)

Bohaterowie odkrywają ponurą prawdę dotycząca śmierci lorda, trzy testamenty i wiele ciekawych dowodów przeciwko obecnym w rezydencji bohaterom niezależnym, gdy nagle poszukiwana zostają przerwane przez… lorda. Pan domu wita się z gośćmi a następnie oznajmia, że całą noc przebywał na samotnym polowaniu w pobliskim lesie. SZOK.

Scena finałowa

Podczas uroczystego obiadu Bohaterowie konfrontują się ze ZBB (Złym Bratem Bliźniakiem), który to oczywiści podszywa się pod lorda. Argumenty padają z szybkością karabinów maszynowych atmosferę można kroić nożem. Przeciwko Bohaterom opowiadają się domownicy, którzy w ten oto sposób chcą oddalić ciążące nad nimi zarzuty morderstwa!!!

I właśnie w tym momencie pojawia się prawdziwy zły – MC (Mhroczny Cieć), który bez skrupułów oznajmia, że wybiła godzina 22 i wszyscy mają NATYCHMIAST wy… opuścić budynek. Bóg zagrał gościowi jockera na inicjatywę, facet wydał żeton na atak obszarowy, trzy przerzuty na zastraszaniu, niedeklarowane dobicie i… polegliśmy.

Osoby ciekawe szczegółów scenariusza odsyłam na stronę 328 podręcznika (kto takowego nie posiada – niech żałuje :)

PS: Było fajnie :P

Opublikowany w rpg, wolsung | Zostaw Komentarz »

Dzień, w którym wykorzystywałem lucka…

Posted by Nurgling w dniu 01/12/2009

… i co z tego wynikło – czyli Misja #01 kampanijki pod wiele znaczącym tytułem “Nadmiar czekolady bywa szkodliwy”.

Udało się – zebrałem grupę pięciu mania… przepraszam “niezwykłych dam i dżentelmenów ™” , którzy oddali się w moje ręce. Cały dzień siedziałem jak na szpilkach – trema jadła mnie strasznie. Zasady opuszczały moją głowę, która na minute przed sesją osiągnęła moc obliczeniową baby z warzywniaka. Sytuacja była na tyle rozpaczliwa, że zmuszony byłem asekurować telefonem do lucka (i tu wykorzystałem go po raz pierwszy).

Ale udało się – wszyscy żyją. Przejdźmy więc do konkretów:

Lord Skobel w swoim żywiole

1. Miejsce

Spotkanie miało miejsce w pokoju rady mieszkańców mojego akademika (który z racji bycia wierną kopią “Wieży Babel”, pozwalał graczom wczuć się w międzynarodowy/rasowy klimat Wolsunga)

2. Zaopatrzenie (rzecz niezwykle istotna)

Butelka wybornego Cherry + dwie paczki chipsów solonych (Tesco) + 2 litry coli (Tesco). Jak sami zauważyliście, wiele można by było poprawić – na przykład mnożąc ilość przez dwa. Wspaniałomyślnie (wbrew sugestiom autorów podręcznika) nie ukarałem graczy mniejszą ilością punktów doświadczenia.

Następnym razem nie powtórzę tego błędu.

3. Postacie

Iwan von Talen – ogr rytualista z Czarnoborza – Jarek_o_długim_i_dziwnym_nazwisku

Giuseppe Verona – niziołek przestępca z Scylli – Jeżu

Marie Darsoux – człowiecza dziennikarka z Akwitanii – Ifka

Dżejkob Wendrowsky – gnomi detektyw z Alfheimu – Artur o niespokojnych rękach

Benson Morant – człowieczy oficer królewskich lansjerów z Alfheimu – Skobel

4. Czas

Trzy godziny – było optymalnie.

5. Mechanika

Założeniem była pełna bez manewrów – w trakcie sesji odrobinkę ją upraszczaliśmy.

Światła! Kamera! Akcja!

Scena 1

Zacząłem od najnowszych nagłówków “Śnieżyce stulecia paraliżują Alfheim!”, “W Lyonesse kończy się opał!”, “Słodkie przyjemności Wilhelma Sztorbrata!”, “Ekscentryczny westaryjski milioner zdobywa fabrykę czekolady!”

Gracze siedząc w nowo-otwartej choclaterii raczą się najnowszym specjałem uzyskiwanym z atlantyckich ziaren kakaowca – sam “Mistrz” Her Sztorbrat (stateczny krasnolud z imponującymi siwymi wąsami) proponuje coraz nowsze ciasta, napary i czekoladki. Chwila wolnego wstępu – gracze wdają zapoznają się z towarzystwem oglądając przez oszklone ściany wnętrze sterylnie czystej fabryki w której w ogromnych kadziach przygotowane są słodkie delicje.

KABUM!!!

Ciężarowy pramobil wbija się przez ścianę – pięterko służące za lokal zapada się – a gracze wraz z wszystkimi gośćmi zsuwają się do wnętrza fabryki. Paka ciężarówki zostaje rozdarta po czym wyłania się z niej – dokładnie tak – WPG (wielki parowy golem) ozdobiony przerażającym symbolem srebrnej czaszki z tkwiącymi w oczodołach strzałami.

Ponadprzeciętny rzut na wiedzę ogólną ujawnia naszemu ogrowi, że jest to symbol plugawej venrierowskiej komórki zajmującej się bronią alchemiczną!

Niezwykłą walka! Ślizganie się po rozlanej czekoladzie! Ogr walczący na pięści z golemem (bdw – fajnie wykorzystanie mocy uderzenie – rosną mu pięści ;)! Dzielny Oficer dobijający golema ciosem w baterie maniczne powodując w nich reakcję łańcuchową. Szalona ucieczka i wybuch, po którym dzielnica zostaje pokryta dość grubą warstwą czekolady. Szybkie wywiady, zdjęcia, mdlejący Sztorbrat.

(scena prawie żywcem przeniesiona z warsztatów wolsungowych na Falkonie)

Scena 2

Nawet do pivka musi być paluszek!

Hotel – postacie wspólnie z finansistą rozmawiają o wypadku, zacieśnianie znajomości, deklaracje dozgonnej przyjaźni z ze strony Szturbrata, próby wymuszenia przysług w przyszłości (ach ci Scyllijczycy…), dedukcja, Gnom detektyw pewny swego procesu myślowego stwierdza, że w cała sprawę może zostać wmieszana córka krasnoluda. Kierowca natychmiast wysłany zostaje po Anastazję Szturbrat. Gracze dokonują dokładnego przeszukania paramobilu, który przywiózł golema, ślady prowadzące do kanałów w Liones.

Limuzyna z piskiem opon zatrzymuje się pod hotelem – Szturbrat chcąc przedstawić córkę otwiera drzwi i… przedstawia pustkę!!! Po krótkim przeszukaniu okazuje się, że Anastazja została uprowadzona przez klapę zamocowaną w podłodze. Niezwykle czuły węch Scyllijczyka ujawnia, że do tego porwania wykorzystano chloroform!!!

Scena 3

Przedzierając się przez zalegające na ulicach zaspy – postacie o zmroku docierając do włazu, przez który prawdopodobnie wciągnięto Anastazję. Wyekwipowani jak na wyprawę w dziczy (korkowe kapelusze itd.) gracze zapuszczają się do kanałów, gdzie znajdują wiele wskazówek zdradzających im kierunek marszu. Prowadzeni przez golemcznego owczarka odkrywają m.in. strzęp czarnej tkaniny, który to (dzięki wielkie Skobel…) okazuje się wykonany z materiału wykorzystywanych do produkcji alfheimskich (!) mundurów – niezawodnie spisek sięga o wiele głębiej niż myśleli gracze i mg przyokazji oraz zwłoki (detektyw chciał, dał kartę, to dostał), potem zapałki w kieszeni (również za kartę). Nikt nie nie zwrócił oczywiście uwagi na dość sugestywny opis czystego munduru (ventrowskiego) oraz samych zwłok  już wyjątkowo przegniłych. Mimo zapałek prowadzących do sunirskiej speluny w dokach – gracze decydują się jednak na dalszą wędrówkę w mrocznych czeluściach kanałów.

Uwaga! Przegrodzony korytarz – świeżo wybudowana ściana, żelazne drzwi oraz zwyczajowa klapka na wysokości oczu. Podczas gdy dżentelmeni nie mogą dojść do porozumienia (podpalić, wysadzić, staranować, wyważyć), jedyna dama w towarzystwie podchodzi i grzecznie puka. Dość przestraszony młodzian po drugiej stronie posługujący się wotańskim oraz jego wierny przyjaciel luger, kontra przebiegły i przewrotny umysł kobiety, jej cięty język oraz wielkie, sarnie oczy. Nie muszę mówić kto był zwycięzcą tej konfrontacji, prawda? Alheimski oficer podający się za generała, celny prawy prosty ogra i już cała kompania penetruje ukrytą w naturalnej jaskini przemytników (teraz już martwych) bazę ventowców.

Dziesięciu żołnierzy + oficer nimi dowodzący dokonuje załadunku czarnej łodzi podwodnej! Podczas gdy drużyna schowana za pakunkami debatuje o planie odbicia Anastazji, południowy temperament ponownie daje o sobie znać – zdenerwowany niziołek krzycząc o złych ludziach, których należy powstrzymać nie potrafi ujarzmić  swojej żywiołowej gestykulacji i trąca piramidę z beczek, za której ukrywali się bohaterowie!

Pozbawieni osłony ujawniają się w huku, wszyscy wyciągają broń, a następnie wybucha strzelanina! Dopiero wówczas gracze zauważają, że tak naprawdę walczą z odziałem ghuli oraz strzygą będącą ich dowódcą!!

Dzielny detektyw już w pierwszej turze powala trzech nieumarłych atakując ich swoim parasolem a następnie pada od strzału wrogiej strzygi! Ogr szarżuje do walki wznosząc przed sobą płonącą, magiczną tarczę, która niczym najlepszy pancerz odbija serie broni maszynowej! Sycylijczyk szyje do nieumarłych seriami ze swojego łuku winlandzkich łowców bizonów,  jedynie dziennikarka nie ma szczęścia – po raz drugi rozbrzmiewa luger strzygi.

Walkę kończy nasz dzielny oficer korzystający z bloczków załadunkowych w celu dotarcia na kiosk łodzi podwodnej. Sypiące się ikry, cięcie w przelocie zaskoczonej strzygi oraz okrzyk: “KU CHWALE KRÓLA”…

Po dość długiej chwili ciszy oraz następującej po niej salwie śmiechu strzyga zostaje pokonana i znika w zimnej, mętnej wodzie. Gracze ratują Anastazję z pokładu łodzi podwodnej.

Epilog

Zamek, posłaniec, tył fotela i głoś zza nie go “Oni jeszcze niczego nie wiedzą!!! BUHAHAHAHAHAHA!!!

W następnym odcinku

Jakie tajemnice kryje wnętrze czarnej łodzi podwodnej, kto jest zdradzieckim wytwórca mundurów oraz kto, tak naprawdę chce zniszczyć czekoladowe imperium Szturbrata (oraz nie mniej ważne – dlaczego?)!!!

Uffff…. nigdy jeszcze w jakimkolwiek tekście nie użyłem tylu wykrzykników…

Czytającym blog lucka na pewno wpadnie w oko, perfidnie kalkowałem jego pomysły, nie siląc się na odrobinę wyjątkowości. Jeśli ktoś też chce to robić – zapraszam na: http://moje-granie.blogspot.com/.

Luźnie uwagi – nowe karty są SUPER, golemiczny owczarek wotański jest słabym gadgetem, w Wolsunga nie da się grac bez stołu :P

Grało się przednio – mam nadzieję, że w następny poniedziałek ponownie zmierzymy się z Wolsungiem. A was zachęcam do tego samego!!!

Koniec.

Ps: Za tydzień wykorzystamy Garnka…

Opublikowany w rpg, wolsung | Komentarzy: 2 »

Wolsung – zaczynamy!!!

Posted by Nurgling w dniu 23/11/2009

Udało się – Wolsung rusza w Łodzi.

Grupa niezwykłych dam i dżentelmenów zbiera się by razem zmierzyć się z wyznawaniami magii wieku pary (czyli m.in: zombie w czarnych mundurach i przebiegłymi geniuszami zbrodni).

Mam nadzieję, że Falkonowe warsztaty i sesja u lucka będą procentować.

W środę tworzymy postacie, wprowadzam świat oraz negocjujemy zasady.
Mam nadzieję,że pomysłów nie zabraknie (co przy zawartości tomiszcza podręcznika jest bardzo mało prawdopodobne). Muszę przyznać, ze jestem niezwykle podekscytowany – dawno już żaden system nie wzbudził we mnie tak pozytywnych emocji.

Postaram się na bieżąco umieszczać relacje z sesji – osiągnięcia niezwykłych bohaterów
nie mogą być przemilczane!

PS1: Od stycznia przenosimy się (ha!! kto się przenosi?) do nowej lokalizacji. Jeszcze tylko muszę zatrudnić lokaja…
PS2: Z niecierpliwością czekam aż ktoś przerobi Gwiezdne Wojny na steampunk :P

Opublikowany w rpg, wolsung | 1 komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.